Pages

8.05.2017

Psychiatria kulturowa - czy ludowi czarownicy nadal są potrzebni?

 Często dostaję pytania dotyczące tego jak ma się psychiatria do złego oka i innych tego typu "chorób" spotykanych w magii i medycynie ludowej. Z racji tego, że ostatnio takie kwestie interesują mnie coraz bardziej (ostatni napisany przeze mnie tekst dotyczył zaburzonych magicznych nauczycieli) postanowiłem o tym napisać kilka słów, jednocześnie reanimując bloga.

 Wspomnianymi wyżej kwestiami zajmuje się tak zwana psychiatria kulturowa. Na ogół wyodrębnia się w niej trzy działy: psychiatrię transkulturową, porównawczą i etnopsychiatrię. Pierwsza z nich szuka podobieństw w zaburzeniach psychicznych w różnych kulturach, druga - bada różnice. Trzecia, moim zdaniem najciekawsza, zajmuje się opisywaniem egzotycznych zaburzeń psychicznych, które obecnie nazywa się "zaburzeniami psychicznymi specyficznymi kulturowo". 

 Twórcą nowożytnej psychiatrii kulturowej był Kraepelin (to on stworzył termin "choroba Alzheimera, jest też znany z badań nad schizofrenią), który w czasie swojego pobytu na Jawie zauważył różnice w obrazie depresji między Europejczykami, a mieszkańcami wyspy. 

 Różnice kulturowe widoczne są między innymi w przypadku schizofrenii. Badania jasno pokazują, że to jakie objawy prezentuje pacjent zależy od kultury, w której się wychował. Zauważono między innymi następujące różnice:
  • halucynacje: słuchowe były rzadkie w Austrii i Gruzji, wzrokowe częściej zgłaszali mieszkańcy Afryki zachodniej, a cenestetyczne (dziwne doznania dotyczące wnętrza ciała) częściej zgłaszali mieszkańcy Ghany. Okazało się, że różnice w odbiorze halucynacji wzrokowych mogą wynikać z faktu, że ludzie z Zachodu bardziej zwracają uwagę na obiekty wyraźne, a Azjaci bardziej na tło. Wśród plemion afrykańskich głosy słyszane przez pacjenta bardzo rzadko są nieprzyjemne. Wśród naszych pacjentów najczęstsze są głosy komentujące zachowanie pacjenta w sposób negatywny;
  • w niektórych kręgach kulturowych pewne objawy nie są uważane za coś nieprawidłowego. Dotyczy to chociażby widzenia aur, duchów, czy słyszenia głosów bóstw;
  • epizody psychozy (czyli okresy, w których pacjent ma urojenia i omamy) są ostrzejsze i krótsze w krajach rozwijających się;
  • W obu Amerykach urojenia dotyczą często religijności i magii, w Chinach częste są urojenia zdrady, w Europie (z tego co wiem z wykładów i inszych źródeł) prześladowcze;
  • w świecie tzw. zachodnim dominuje schizofrenia paranoidalna (ta z urojeniami i halucynacjami), a w Azji katatonia i hebefrenia. W schizofrenii katatonicznej może występować mutyzm (pacjent nic nie mówi), osłupienie (spadek aktywności), zastyganie (pacjent przyjmuje dziwaczną pozę i utrzymuje ją przez dłuższy czas). Mój pierwszy pacjent z katatonią leżał na łóżku jak trup, nic nie mówił i odmawiał przyjmowania posiłków (pomógł mu dopiero prąd). Hebefrenia wiąże się natomiast z dezorganizacją zachowania, zaniedbywaniem higieny osobistej i jedzeniem kału (lubią o tym pisać w książkach, sam widziałem na żywo - mocna rzecz).
 Okazało się też, że w różnych częściach globu występują zaburzenia psychiczne, które są charakterystyczne dla danej kultury i wynikają z tego w co, w danym miejscu na świecie, ludzie wierzą. Lista tego typu zaburzeń nie jest w tej chwili zamknięta, znajduje się na niej między innymi znane nam "złe oko", czy też odpowiednik przestrachu i nierwu. Zgodnie z używaną w Polsce klasyfikacją chorób takich zaburzeń jest dwanaście. Są to:
  • amok występujący w Indonezji i Malezji. Jest to nagły atak żądzy mordu, w przebiegu którego ludzie robią krzywdę innym, niszczą przedmioty i tak dalej. Wiele epizodów amoku kończy się samobójstwem, zmęczeniem albo następową niepamięcią (człowiek nie pamiętał co robił będąc w amoku). Za zespół pokrewny amokowi uważa się m.in. tzw. berserkergang;
  • dhat (Indie i Chiny) - jest to zespół dolegliwości (zmęczenie, ból mięśni, lęk, niepokój, kołatanie serca, bezsenność i obniżenie nastroju) związanych z utratą niezbędnego dla życia płynu. W przypadku mężczyzn jest to sperma, u kobiet białe/żółtawe upławy. U mężczyzn mocz może mieć białawe zabarwienie, które panowie wiążą z utratą nasienia. Czasami mają wrażenie, że ich penisy ulegają skróceniu;
  • koro (Indie, południowo-wschodnia Azja i południowe Chiny) - jest to nasilony lęk przed wciągnięciem narządów płciowych do wnętrza ciała. Panowie boją się, że ich penisy zostaną wchłonięte do środka brzucha, w przypadku pań lęk dotyczy piersi i sromu. Zaburzenie cechuje się nagłym początkiem, znacznym nasileniem lęku, może być skutkiem nadmiernego spółkowania. W Chinach przyczynę koro upatruje się w niedostatku yang. Wśród metod leczniczych wymienia się przytrzymywanie narządów przez ich właściciela/właścicielkę/członka rodziny, lekarstwa ziołowe, przyrządy zapobiegające wciągnięciu organów oraz seks oralny;
  • latah (Indonezja i Malezja) - występuję częściej u kobiet (miejscowi tłumaczą to przeświadczeniem, że kobieta ma mniej duszy). W wyniku przestrachu osoba dotknięta latah zaczyna przeklinać, krzyczeć, powtarzają słowa i ruchy osób z otoczenia. Czasami może też wystąpić stan przypominający trans;
  • nerfiza (Egipt, północna Europa, Grecja, Meksyk, Ameryka Środkowa i Południowa) - na skutek stresu, gniewu pojawiają się epizody smutku lub lęku, które mogą objawiać się krzykiem, pobudzeniem, dolegliwościami w klatce piersiowej, nudnościami;
  • pa-leng (Tajwan, wschodnia Azja) - zaburzenie, które ma być spowodowane nadmiarem ying. Polega ono na obecności nasilonych i niczym nie uzasadnionych obawach przed zimnem i wiatrem. Wiążę się z przekonaniem, że ekspozycja na zimno/wiatr może skutkować zmęczeniem, impotencją, a nawet śmiercią;
  • pibloktoq - zaburzenie zwane też histerią arktyczną. Występuje u Eskimosów, którzy żyją za kręgiem podbiegunowym. Objawy zwiastunowe to zmęczenie i depresja. Po ich wystąpieniu pojawia się napad - rozbieranie się, darcie ubrania, tarzanie się w śniegu, niszczenie przedmiotów, powtarzanie słów, jedzenie kału, bieganie bez ładu i składu. Zdaniem Inuitów przyczyną są złe duchy, nauka twierdzi, że to brak słońca i nadmiar witaminy A. Co ciekawe podobne objawy opisywano czasami u żeglarzy, którzy przebywali za kołem podbiegunowym;
  • susto, espanto (Meksyk, Ameryka Środkowa i Południowa) - objawy obejmują bezsenność, gorączkę, biegunkę, jadłowstręt, depresję, wycofanie społeczne. Przyczyną zespołu ma być utrata duszy wywołana przerażeniem u osoby chorej lub jej krewnych;
  • taijin kyofusho (TKS, antropofobia) - występuje w Japonii i dotyka głównie mężczyzn. Zaburzenie jest związane z lękiem przed kontaktem z innymi osobami. Zaburzenie to Japończycy dzielą na cztery odrębne kategorie (lęk przed rumienieniem się, lęk przed kontaktem wzrokowym, lęk związany z brzydkim zapachem i deformacjami ciała). Czasami osoby z tym zaburzeniem boją się, że kontakt z innymi osobami będzie skutkował nabawieniem się choroby. Zaburzenie to leczy się przy pomocy tzw. terapii Morita, na którą spory wpływ miał zen.  
  • Saka (plemiona Bantu, Zulu i grupy zbliżone) - krzyczenie, szlochanie, porażenie kończyn, drgawki. Czasami zdarzają się sny o treści seksualnej i przejściowa ślepota. Przyczyną tych dolegliwości ma być opętanie przez duchy lub spożycie magicznego napoju przygotowanego przez odrzuconego kochanka. Napady występują u młodych kobiet i mogą trwać dni, a nawet tygodnie;
  • uqamairineq (Eskimosi) - tradycyjnie uważa się, że przyczyną tego zaburzenia jest opętanie przez duchy, utrata duszy lub jej wędrówką poza ciałem. Atak zaczyna się objawami zwiastunowymi w postaci wyczuwania zapachu lub słyszenia dźwięku. Potem pojawia się lęk, pobudzenie oraz omamy;
  • windigo (północno-wschodnie rejony Ameryki Północnej) - wierzono, że przyczyną jest opętanie, które sprawiało, że ofiary (najczęściej mężczyźni) spożywały ludzkie mięso. Objawami zwiastunowymi była depresja oraz wycofanie społeczne. Później pojawiało się urojeniowe, kompulsyjne pragnienie jedzenia ludzkiego mięsa. Znamy kilka opisów dotyczących tego zaburzenia - najbardziej znany przypadek to Swift Runner (należący do Kri), który zabił i zjadł żonę oraz piątkę dzieci. Windigo fascynowało naukowców - w latach osiemdziesiątych kwestionowano istnienie zaburzenia, część badaczy jednak nie wyklucza jego autentyczności.
 O zaburzeniach warunkowanych kulturowo zaczęto intensywnie dyskutować, gdy okazało się, że klasyczna psychiatria ("zbudowana" na bazie kultury zachodniej) nie jest w stanie ich skutecznie leczyć. Na brak efektu wpływ miały oczywiście różnice kulturowe i językowe, niezrozumienie przez psychiatrów natury tych zespołów oraz lęk miejscowych przed udaniem się do specjalisty. Owszem, niektóre z tych zaburzeń można leczyć farmakologicznie (np. w przypadku japońskiej antropofobii niezłe efekty uzyskano przy stosowaniu milnacipranu), ale skuteczność leków jest tutaj daleka od oczekiwanej. 

 Znacznie skuteczniejsze okazały się metody leczenia wykorzystywane przez miejscowych szamanów/czarowników/etc., do których pacjenci udawali się po pomoc rezygnując z pomocy zachodnich specjalistów. Naukowcy uważają wszystkie te techniki (mające silne poparcie wśród miejscowych i oparte o miejscową kulturę) za odpowiednich zachodniej psychoterapii. 

 Biorąc pod uwagę powyższe powstał pomysł aby połączyć metody miejscowych czarowników oraz techniki wykorzystywane przez zachodnią psychiatrię. Prekursorami takich rozwiązań były osoby, które miały afrykańskie pochodzenie i jednocześnie ukończyły zachodnie szkoły. Przykładem był Thomas Adeoye Lambo, który jest uważany za pierwszego, wykształconego w nurcie zachodnim, psychiatrę w Nigerii i całej Afryce. Zbudował on miejsce, w którym pacjenci byli leczeni zarówno przez lekarza jak i miejscowych uzdrowicieli. Jego praktyki pomogły w przełamaniu nieufności ludności do leczenia zachodniego i chorych psychicznie. Innym przykładem połączenia zachodniej myśli terapeutycznej i miejscowych metod była grupa stworzona przez Alberta Atcho, w której społeczność terapeutyczną i terapię pracą połączono z miejscowymi praktykami oczyszczającymi. 

 Podsumowując ten jakże długi wywód: w różnych miejscach naszego globu, wśród różnych kultur istnieją zaburzenia psychiczne, z którymi psychiatria (zbudowana na kulturze zachodu) nie jest w stanie sobie poradzić. W takich wypadkach skuteczni okazali się miejscowi uzdrowiciele, więc odsyłanie ich na śmietnik dziejów jest co najmniej przedwczesne. Nadal (mimo ogromnego postępu w medycynie) istnieje nisza, w której mogą się bardzo dobrze odnaleźć. 

6 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawy tekst.
    Zainteresowały mnie informacje o europejskich i w ogóle zachodnich zespołach uwarunkowanych kulturowo, zresztą przez to, że nie wymieniłeś żadnego zachodniego przez chwilę myślałam, że psychiatrzy z rozpędu uznali wszystko europejskie za globalne. Bardzo ciekawy jest syndrom Stendhala, zwłaszcza że sama czuję się wyczerpana po muzeum sztuki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ha to mam na to rade, ogladaj dziela sztuki z mniejszym zaangazowaniem, nie wspominaj tych wizyt tak intensywnie. Wystarczy w chwilach wspominania dziel sztuki wyobrazic sobie, iz stoja przed toba a nie w halach muzeum. To latanie w wyobrazni tak meczy. jestem szeptuch:))

      Usuń
    2. ,,ogladaj dziela sztuki z mniejszym zaangazowaniem"
      Sam se oglądaj z mniejszym zaangażowaniem. Ja chcę mieć z tego trochę radości.

      Usuń
  2. Jak pisałem w tekście złe oko czy przestrach też można uznać za zespoły warunkowane kulturowo. Opisałem te, które podaje ICD-10, bo tego systemu używamy w Polsce na co dzień.

    Syndrom Stendhala podobnie jak paryski i jerozolimski nie są zaburzeniami warunkowanymi kulturowo, bo nie spełniają założonej definicji.

    Zgodnie z nią zaburzenie warunkowane kulturowo:
    1) w danej kulturze jest uznawane za chorobę,
    2) nie wiąże się z odstępstwami w badaniach biochemicznych i inszych,
    3) jest szeroko w danej kulturze rozpowszechnione,
    4) jest niezrozumiałe przez osoby "z zewnątrz",
    5) miejscowa medycyna ludowa dysponuje metodami ich leczenia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajne streszczenie. Jestem malarzem 40 lat, stojąc godzinami w miejscu maluje obrazy. Rozwija taka czynność niezwykle wyobrażanie. Po tylu latach mogę przesuwać malowane przedmioty w polu widzenia, komponując je , zanim zrealizuje na obrazie. Zafascynowany taka umiejętnością, testowałem ze znajomymi oddziaływanie takich zmyślanych przedmiotów na partnerów eksperymentować. Co okazało się interesujące, zmyślone rzeczy przez kogoś mogą być postrzegane przez innych. Nawet te zmyślone rzeczy mogą wywoływać zaburzenia psychiczne. Czy moje eksperymenty są wiarygodne? Hm, dla uczestnictwo eksperymentów, którzy mogli postrzegać zmyślane przedmioty tak. Podam interesujący moim zdaniem przykład. Przyszły zięć zachorował na słabości. Chudł i tracił apetyt, był coraz słabszy. Wizyty przez 3 miesiące u rożnych lekarzy nie przyniosły efektów. Podleciałem do niego w wyobraźni, znajdując przyczepiony do niego metrowy kokon. Odciąłem go, wyprawiając na mój sposób fikołki w jego domu. Powiedział jedynie córce, by obserwowała stan zdrowia swojego chłopaka, niczego mu nie mówiąc. Po 2 dniach nastąpiła już poprawa a po tygodniu całkowite wyleczenie z tej niezwyklej przypadłości No właśnie co zrobiłem, korzystając jedynie z wyobraźni? Zanotowałem więcej takich przypadków, w których mentalna penetracja na odległość dawała wspaniale efekty. Czym są wiec te magiczne zabiegi, w których szamani dokonują ozdrowień.

    OdpowiedzUsuń